Co raz źle i co raz gorzej....

Drogi Czytelniku…

Nie mam ostatnio czasu dużo pisać. Rzadko tu zaglądam, choć dzieje się naprawdę dużo. W Polsce i za granicą. Codziennie nowe wojny, nowe kryzysy, nowe awantury polityczne i kolejne wielkie słowa ludzi, którzy żyją chyba już w zupełnie innym świecie niż zwykły człowiek.

I wiesz co jest w tym wszystkim najgorsze? Że przeciętnego człowieka coraz mniej to interesuje. Bo co jest ważniejsze dla człowieka wracającego zmęczonego z pracy? Wojna na Ukrainie czy cena chleba w sklepie? Ja wiem, że jedno z drugim jest powiązane. Wiem, że świat dziś działa inaczej niż 30 lat temu. Ale człowiek żyje tym, co dotyka go bezpośrednio każdego dnia. Co jest ważniejsze dla matki chorego dziecka? Kolejna polityczna awantura o demokrację, Unię Europejską czy SAFE… czy termin do lekarza wyznaczony za osiem miesięcy? Co jest ważniejsze dla młodego człowieka? Kolejne ideologiczne wojny polityków czy to, że nie stać go na własne mieszkanie i normalne życie?

Mam wrażenie, że z dnia na dzień w Polsce jest coraz gorzej. Nie tylko finansowo. Mentalnie też. Ludzie są zmęczeni. Wkurzeni. Coraz bardziej podzieleni. A państwo zamiast uspokajać sytuację, jeszcze bardziej dolewa oliwy do ognia.

I niestety… to jest też po części wina nas wszystkich. Bo przez lata pozwoliliśmy, żeby polityka zamieniła się w cyrk, a państwo w wielką machinę do kłócenia ludzi między sobą. Te chwasty siedzące dziś w Sejmie i Senacie od dawna nie żyją problemami zwykłych ludzi. Oni żyją sondażami, telewizją, internetowymi awanturami i walką o stołki. Na dole natomiast człowiek dalej stoi w kolejce. Do lekarza. Do urzędu. Do normalnego życia.

Powiem jeszcze więcej. Jeżeli ktoś łudzi się, że w tych partiach, o które tak zajadle dziś ludzie pyszczą w internecie, znajdzie realne wsparcie dla zwykłego człowieka, to moim zdaniem grubo się myli.

Za półtorej roku znowu będą wybory do Sejmu. Znowu zacznie się festiwal obietnic, spotów, konferencji i politycznych awantur. Tylko ja dziś nie widzę ani nie słyszę żadnej realnej rozmowy o tym, jak zwykłemu człowiekowi faktycznie poprawić życie. Nie słyszę o uproszczeniu państwa. O skróceniu kolejek. O tańszej energii. O normalnych podatkach. O tym, żeby człowiek po pracy miał jeszcze siłę żyć, a nie tylko przetrwać od pierwszego do pierwszego.

Mało tego. Ostatnio premier wyszedł i powiedział, że jedno z państw NATO może zostać zaatakowane już nie w najbliższych latach, ale miesiącach. Oczywiście momentalnie wszyscy się zesrali, że chodzi o Polskę. Potem politycy zaczęli tłumaczyć, że nie o Polskę chodziło, że to skrót myślowy, że media źle zrozumiały, że nie ma powodów do paniki.

I wiesz co jest najlepsze? Że większość ludzi przeszła nad tym do porządku dziennego.

Ludzi bardziej dziś interesuje to, że znowu podrożeje paliwo, gaz i chleb niż kolejne straszenie wojną. I trudno się temu dziwić. Człowiek jest już zwyczajnie zmęczony ciągłym strachem, kryzysami i politycznym teatrem.

Płakać się chce czy śmiać — sam już nie wiem.

Kończąc ten wpis myślę sobie tak - może po prostu trzeba byłoby tych wszystkich chwastów z Sejmu i Senatu kopnąć w dupę, wyrzucić na bruk i niech to wszystko się rozsypie? Niech zapanuje anarchia i prawo silniejszego, skoro państwo coraz mniej przypomina państwo, a coraz bardziej cyrk. A państwa funkcjonuje tylko dla politycznych elit oderwanych od rzeczywistości. Czasami człowiek naprawdę zaczyna się zastanawiać, czy jeszcze da się to naprawić… czy ten cały system nie jest już po prostu zbyt zgniły od środka. To ja odpowiem tak... Można naprawić, może to wszystko działać, tylko trzeba przestać się łudzić, że te wszystkie Tuski, Kaczyńskie, Mentzeny, Bosaki, Brauny, Hołownie, Czarzaste i reszta gamoniów z politycznego cyrku, rzeczywiście coś zrobią, realny plan przedstawią. Nie hasła. I pamiętaj:

PAŃSTWO MA DZIAŁAĆ, NIE PRZEKONYWAĆ. Piona ✋💪

Komentarze