POLSKA WEDŁUG MOJEGO WIDZIMISIĘ - Finanse
Drogi Czytelniku,
W dwóch poprzednich wpisach poukładałem sobie to wszystko, co od lat obserwuję i o czym od dawna myślę: jak powinno działać państwo od najniższego poziomu, od sołtysa po prezydenta, jak powinny wyglądać kompetencje samorządów i jak zbudować strukturę, która ma sens. I kiedy to już człowiek sobie uporządkuje, kiedy widzi tę całą konstrukcję od dołu, to nagle pojawia się pytanie, którego w Polsce nikt nie potrafi uniknąć: a z czego to wszystko sfinansować?
No bo można sobie rysować reformy, można pisać o samorządach, o mieszkalnictwie, o administracji. Można mieć pomysł na państwo, które działa. Ale jeżeli nad tym wszystkim dalej wisi ten sam stary budżetowy burdel, ta sama wielka mieszanina wszystkiego ze wszystkim, to to się rozjedzie przy pierwszej dziurze.
I tutaj, Drogi Czytelniku, dochodzimy do rzeczy naprawdę fundamentalnej: Polska nie jest krajem biednym. Polska jest krajem źle ułożonym finansowo. I to jest cała różnica. My nie mamy problemu z pieniędzmi jako takimi — my mamy problem z tym, że one płyną w złych kierunkach, mieszają się, giną, są przesuwane jak pionki na planszy, a państwo zamiast planować, od trzydziestu lat gasi pożary.
Polski budżet to jeden wielki worek. Worek, w którym zdrowie konkuruje z drogami, drogi z socjalem, socjal z wojskiem, a wszystko razem zależy od humoru rządzących. I dopóki ten worek istnieje, dopóty Polska będzie stała w miejscu.
Dlatego potrzebujemy czegoś innego. Czegoś odważnego, twardego, nieprzesuwalnego. Potrzebujemy systemu, który nie reaguje na kaprysy polityczne, tylko odpowiada na realne potrzeby państwa. Potrzebujemy podziału finansów na cztery jasne, trwałe fundusze, z których każdy ma swoje zadania i swoje pieniądze.
I ten fragment, jako jedyny, pozwól, że wypunktuję — bo tu musi być klarownie, bez lania wody:
-
Fundusz Rozwoju (FR) – 120–150 mld zł na inwestycje, energetykę, kolej, przemysł, modernizacje, zbrojeniówkę — wszystko to, co buduje Polskę na dekady.
-
Fundusz Roboczy (FRo) – 300 mld zł na codzienne działanie państwa: szkoły, służby, administrację, sądy, urzędy, wszystko to, bez czego państwo przestaje działać następnego dnia.
-
Fundusz Społeczny (FS) – 120–130 mld zł na politykę społeczną bez wyborczej ściemy — stabilne, sensowne wsparcie zamiast kupowania ludzi za głosy.
-
Fundusz Zdrowia (FZ) – 150–160 mld zł na publiczną służbę zdrowia, która wreszcie ma osiągnąć standard wyznaczony przez najlepsze prywatne placówki.
I teraz wracamy do opowieści.
Bo te fundusze to nie są cztery tabelki w Excelu. To jest kręgosłup państwa. To jest dopiero baza, dzięki której samorząd, edukacja, zdrowie, mieszkalnictwo, administracja — wszystko inne może być sensownie ułożone.
Fundusz Rozwoju to stały silnik modernizacji. Nie „program”, nie „projekt”, nie „obietnica” — tylko gwarantowany strumień inwestycyjny, który nie znika po wyborach i nie zależy od tego, kto akurat wszedł do koalicji. To jest ta część państwa, która ma budować, modernizować, przyspieszać. I jeśli ma to robić normalnie, to musi mieć własny strumień pieniędzy — nienaruszalny.
Fundusz Roboczy to coś, czego w Polsce nigdy nie było. Stałe, pewne finansowanie codziennego działania państwa. Nie inwestycji, nie socjalu — tylko działania. Z tego są pensje nauczycieli, praca policji, funkcjonowanie urzędów, szkoły, inspekcje, administracja, rejestry, wszystko to, co składa się na codzienność. Dopiero gdy widzisz, ile to naprawdę kosztuje, rozumiesz, że te 300 miliardów to nie fanaberia, tylko absolutne minimum, żeby państwo chodziło jak organizm, a nie turkotało jak stare kombi na gazie.
Fundusz Społeczny to koniec politycznego handlu obietnicami. Pomoc musi być logiczna, mądra, stabilna. Jeśli ktoś pracuje — ma. Jeśli ktoś nie pracuje — też ma, ale inaczej. Jeśli ktoś jest chory albo w trudnej sytuacji — państwo ma go wesprzeć, ale nie uzależnić. To jest ta część państwa, która ma dawać bezpieczeństwo, a nie rozbijać budżet dla sondaży.
I wreszcie Fundusz Zdrowia. I tu, Drogi Czytelniku, wrzucam Ci rzecz, o której pisałem wcześniej w innym wątku, ale którą muszę wyraźnie zostawić także tutaj, żeby było do czego się potem odnosić: zanim zaczniemy modernizować publiczną służbę zdrowia, musimy wiedzieć, do czego mamy ją doprowadzić. A tego nie da się ustalić bez pełnego audytu jakości prywatnych usług medycznych.
Bo państwo nie może zgadywać. Nie może opierać się na tym, „co się mówi”, albo na tym, co akurat obiecuje minister zdrowia. Najpierw trzeba sprawdzić, jak wygląda najwyższy prywatny standard — pokoje, higiena, żywienie, organizacja pracy, rehabilitacja, obsługa, czas reakcji, dostęp do badań — i dopiero potem ustalić, że to jest minimum, do którego publiczna służba zdrowia ma dojść. Prywatne placówki mają być wyżej, premium. Ale państwowe mają być normalne. Godne. Funkcjonujące na poziomie XXI wieku, a nie PRL-u.
I teraz najważniejsze: kto ma tego wszystkiego pilnować? Bo jeżeli zostawimy to ministrom, to oni w dwa dni z tych funduszy zrobią kolejną papkę. Dlatego w tym modelu pełną kontrolę nad systemem funduszy przejmuje Prezes NBP — osoba niezależna, z kadencją równą prezydentowi, której rząd nie może usunąć. To on jest strażnikiem finansów, on trzyma granice, on pilnuje, żeby żaden rząd nie mieszał pieniędzy między funduszami.
Drogi Czytelniku,
to jest dopiero fundament. To jest początek poważnej rozmowy o państwie. Wszystkie kolejne rzeczy, które będę pisał — podatki, inwestycje, edukacja, mieszkalnictwo, zdrowie — dopiero mają sens wtedy, gdy finanse są poukładane. Bo państwo ma działać. A żeby działało, musi wreszcie przestać funkcjonować jak worek, do którego każdy wkłada ręce, i zacząć działać jak mechanizm, w którym każdy element ma swoje miejsce. I pamiętaj, POLSKA MA DZIAŁAĆ, NIE PRZEKONYWAĆ.
Do następnego —
Jakub
Komentarze
Prześlij komentarz