Polska według mojego „widzimisię” – prolog

Drogi Czytelniku,
dzisiaj jest 11 listopada – dzień, w którym mówimy o niepodległości, świętujemy ją, wspominamy tych, którzy o nią walczyli. Ale kiedy patrzę na Polskę dzisiaj, trudno mi nie zadać jednego, bolesnego pytania: czy my naprawdę jesteśmy niepodlegli?

Nie mówię o granicach, bo te mamy. Nie mówię o hymnie, fladze i godle – one są na miejscu. Mówię o tym, co dzieje się wewnątrz. O tym, że Polska formalnie wolna, w środku wciąż jest rozbita, zmęczona, uwikłana w konflikty i interesy, które z niepodległością mają niewiele wspólnego.
Mamy własne państwo, ale nie mamy poczucia wspólnego domu.
Mamy rząd, ale nie mamy zgody co do kierunku.
Mamy demokrację, ale zbyt często służy ona walce, a nie rozwojowi.

Niepodległość to nie tylko wolność od kogoś, ale też odpowiedzialność za coś.
I z tą odpowiedzialnością od dawna mamy problem. Bo nasze państwo od lat bardziej przekonuje, niż działa.
Zamiast wspólnego planu – mamy codzienny chaos.
Zamiast szacunku do instytucji – mamy nieufność i podejrzenia.
Zamiast konsekwencji – mamy improwizację.

Dlatego dziś, w ten symboliczny dzień, chcę rozpocząć cykl wpisów, w których opowiem o Polsce takiej, jaką widzę i jaką chciałbym widzieć.
O Polsce, która działa.
Nie idealnej, nie wyśnionej, ale prawdziwej – zorganizowanej, uczciwej, mądrej.

Na moim blogu jest już 93 wpisy. Pisałem o polityce, o społeczeństwie, o tym, jak działa państwo, ale nigdy wprost o tym, jak ja to widzę.
I chyba właśnie dziś, w ten dzień, nadejszła ta wiekopomna chwila, żeby wreszcie to zrobić. Nie po to, żeby kogokolwiek przekonywać, ale żeby po prostu powiedzieć, jak mogłoby być, gdyby Polska zaczęła działać naprawdę.

W kolejnych tekstach przejdę przez wszystkie najważniejsze obszary życia publicznego – te, o których rozmawiali Zandberg i Bosak, i te, o których nikt nie mówił, a bez których żadne państwo nie przetrwa.
Będą więc rozmowy o gospodarce, emeryturach, o mieszkaniach i służbie zdrowia, ale też o ustroju, samorządach, planowaniu przestrzennym, finansach publicznych, bezpieczeństwie i moralnym kręgosłupie państwa.

Nie mam zamiaru nikogo przekonywać na siłę, że wiem lepiej. Chcę po prostu pokazać, jak mogłaby wyglądać Polska, która naprawdę działa.
Nie w teorii, nie w sloganach, tylko w praktyce – w życiu codziennym, w decyzjach, w logice państwa, które nie wstydzi się własnego rozsądku.

Może na niektóre z naszych problemów moje propozycje będą odpowiedzią. Może nie na wszystkie. Ale jeśli choć jeden z tych wpisów zmusi Cię, Drogi Czytelniku, do zastanowienia się nad tym, czym dzisiaj jest polska niepodległość, to znaczy, że było warto.

Bo niepodległość nie kończy się na 1918 roku.
Niepodległość to codzienny wybór – czy chcemy być państwem, które działa, czy tylko takim, które mówi, że działa.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

WOŚP - coroczna wojenka o dobry uczynek

Centrum Odrodzenia Polski - Ochrona zdrowia w Polsce... Problem wołający o pomstę do nieba.

Duda - koniec kadencji