Mercosur, rolnictwo i wielkie złudzenie: kto naprawdę na tym straci
Drogi Czytelniku,
kiedy pojawia się temat planów ogólnych i zamrażania przestrzeni gminnej, zawsze znajdzie się ktoś, kto rzuci hasło:
„No to przynajmniej rolnicy skorzystają. Więcej ziemi pod uprawy.”
Brzmi logicznie. Brzmi rozsądnie. Ale niestety... Taki chuj jak Batorego komin.
Bo w tym samym czasie, gdy na papierze „chronimy rolnictwo”, podpisywane są umowy handlowe, które zaorają wielkopowierzchniowe rolnictwo w Polsce. Tanie mięso, tanie zboże, tanie produkty rolne z drugiego końca świata. Produkowane w warunkach, których w Europie byśmy nie przeszli nawet na poziomie projektu. I teraz najlepsze. Rolnicy dostaną po dupie pierwsi. Ale miasto zapłaci rachunek końcowy. Jak to wygląda w praktyce? Rolnik nie będzie walczył z systemem do upadłego. On zwinie interes. Sprzeda sprzęt, ograniczy produkcję, część ziemi odłoży odłogiem. Weźmie tyle, ile jest mu potrzebne do życia. I wiesz co? On sobie poradzi. Będzie miał ZDROWĄ żywność. Uchowa sobie cielaka, świnkę, kurki, kaczki, gęsi. Będzie miał własną mąkę, ziemniaka, jajko, mięso. Bez pośredników, bez norm „optymalizacji”, bez chemii. A Ty, Kochany Czytelniku wielkomiejski? Ty będziesz stał przy półce w markecie. Z wyborem między jednym importowanym mięsem a drugim importowanym mięsem. Z przetworami z „kochanej” zagranicy. Nafaszerowanymi tablicą Mendelejewa, bo muszą dojechać, poleżeć, wytrzymać logistykę i marżę. I tu dochodzimy do sedna, o którym nikt głośno nie mówi. To nie wieś będzie największym przegranym tej polityki. Wieś się cofnie, ale przetrwa. To miasto stanie się zależne. Od importu. Od łańcuchów dostaw. Od decyzji podejmowanych daleko poza Polską. Plany ogólne zamrażają przestrzeń. Umowy handlowe rozbrajają produkcję. Razem tworzą system, w którym samowystarczalność znika, a bezpieczeństwo żywnościowe staje się sloganem. I za kilka lat znowu usłyszysz:
„Nikt nie przewidział.”
„Rynek tak zareagował.”
„To proces globalny.”
Tylko że to nie jest proces. To są konkretne decyzje, podejmowane dziś. A rachunek? Jak zwykle — zapłaci zwykły człowiek.
Komentarze
Prześlij komentarz