Centrum Odrodzenia Polski - Administracja bez odpowiedzialności. System, w którym nikt nie jest winny
Drogi Czytelniku!
Jest jedno zdanie, które w polskich urzędach słyszy się zaskakująco często:
„To nie my.” Dotyczy to wszystkiego co z urzędem jest związane.
Nie wina urzędu — tylko przepisów.
Nie wina ministerstwa — tylko samorządów.
Nie wina samorządu — tylko państwa.
Nie wina nikogo — tylko „systemu”.
I w tym zdaniu kryje się największy problem polskiej administracji, czyli brak odpowiedzialności przypisanej do decyzji.
Jak jest
Administracja w Polsce jest rozbudowana, kosztowna i skomplikowana. Mamy urzędy, departamenty, wydziały, agencje, inspektoraty, fundusze, spółki i instytucje pośrednie.
Każda z nich ma:
– swoje kompetencje,
– swoje procedury,
– swoje interpretacje przepisów.
Ale bardzo często nie ma jednej osoby ani jednego miejsca, które odpowiada za efekt końcowy.
Jeśli coś się nie uda:
– decyzja była „zgodna z procedurą”,
– dokument „kompletny formalnie”,
– termin „dochowany”.
A że obywatel nie dostał odpowiedzi, inwestycja stanęła, pieniądze utknęły albo sprawa ciągnie się latami — to już niczyja wina. Państwo działa, ale nikt nie bierze za to odpowiedzialności.
Dlaczego to nie działa
Bo administracja nie została zaprojektowana jako narzędzie do rozwiązywania problemów, tylko jako system zabezpieczania się przed odpowiedzialnością.
Dla zwykłego Kowalskiego urząd coraz częściej kojarzy się dziś jako ciepły, bezpieczny kurwidołek, w którym:
– niczego nie da się jednoznacznie ustalić,
– niczego nie da się załatwić od ręki,
– zawsze „czegoś brakuje” albo „to nie ten wydział”,
– a na końcu i tak słyszysz, że „takie są przepisy”.
I nie chodzi o to, że urzędnik nic nie robi.
Chodzi o to, że system został tak ułożony, żeby nikt nie musiał brać odpowiedzialności za efekt. Sprawa stoi miesiącami. Inwestycja wisi. Człowiek biega od okienka do okienka. A pieniądze na utrzymanie administracji normalnie idą. Pensje są. Struktury są. Procedury są. Tylko decyzji i odpowiedzialności brak.
Jak ja bym to widział
W koncepcji Centrum Odrodzenia Polski administracja musi być oparta na odpowiedzialności za efekt, a nie tylko za procedurę.
To znaczy kilka prostych zasad.
Po pierwsze: jedna sprawa = jeden odpowiedzialny podmiot. Obywatel musi wiedzieć, kto prowadzi jego sprawę i kto odpowiada za jej zakończenie. Po drugie: czas decyzji jest elementem odpowiedzialności. Jeśli urząd nie dotrzymuje terminu — to jest realna wada działania państwa, a nie „sytuacja proceduralna”. Po trzecie: kompetencje muszą być rozdzielone jasno, bez nakładania się. Jeśli dwa urzędy mogą decydować o tym samym — to w praktyce nie decyduje nikt. Po czwarte: urzędnik ma prawo decydować, ale też ponosi odpowiedzialność. Nie polityczną, nie medialną — tylko służbową i instytucjonalną. Po piąte: administracja ma pomagać działać, a nie blokować dla świętego spokoju.
Co z tego wynika
Państwo, w którym administracja działa na zasadzie odpowiedzialności:
– podejmuje decyzje szybciej,
– działa przewidywalnie,
– buduje zaufanie,
– i przestaje marnować energię obywateli.
Państwo, w którym nikt za nic nie odpowiada, produkuje tylko frustrację, kombinowanie i ucieczkę od instytucji. I właśnie dlatego w COP administracja nie jest „technicznym dodatkiem”. Jest kręgosłupem działania państwa.
W kolejnym tekście pokażę, jak powinien wyglądać realny podział kompetencji między gminą, powiatem i państwem, żeby odpowiedzialność nie była rozmyta, a decyzje zapadały tam, gdzie powinny.
Bo państwo nie działa źle dlatego, że ma za mało urzędów.
Działa źle, bo nie wiadomo, kto naprawdę odpowiada.
Komentarze
Prześlij komentarz