Drogi Czytelniku,
Jednym z największych problemów funkcjonowania państwa jest dziś to, że zwykły człowiek nie wie, gdzie powinien pójść ze swoją sprawą. A jeśli nawet pójdzie, bardzo często usłyszy, że to „nie tutaj”, „nie ten wydział”, „nie ten szczebel”. I zaczyna się urzędniczy ping-pong.
Zapytaj zwykłego Kowalskiego:
– kto odpowiada za drogę,
– kto za pozwolenie,
– kto za szkołę,
– kto za lekarza,
– kto za inwestycję?
Odpowiedź najczęściej brzmi: „to zależy”. A państwo, w którym „to zależy”, nie działa.
Jak jest
Formalnie wszystko wygląda poprawnie. Mamy gminy, powiaty, województwa i administrację rządową. Każdy szczebel ma swoje kompetencje, zadania i pieniądze.
W praktyce:
– kompetencje się nakładają,
– odpowiedzialność się rozmywa,
– a obywatel zostaje z problemem sam.
Gmina mówi: to nie my, to powiat. Powiat mówi: to nie my, to wojewoda. Wojewoda mówi: to nie my, to ministerstwo. Sprawa krąży. Czas leci. Decyzji brak.
I znów — to nie jest kwestia złej woli. To jest źle zaprojektowany system, w którym obywatel musi znać strukturę państwa lepiej niż samo państwo.
Dlaczego to nie działa
Bo państwo zostało podzielone od góry, a nie zaprojektowane od strony obywatela. Zamiast prostego pytania: „gdzie człowiek ma przyjść i kto bierze odpowiedzialność?” mamy skomplikowaną mapę kompetencji, wyjątków i uzgodnień.
Efekt:
– obywatel biega po urzędach,
– urzędy przerzucają sprawę dalej,
– nikt nie prowadzi jej od początku do końca,
– odpowiedzialność znika po drodze.
Państwo istnieje, ale nie jest dostępne.
Jak ja bym to widział
W koncepcji Centrum Odrodzenia Polski punkt wyjścia jest prosty: obywatel nie powinien wiedzieć, który urząd jest właściwy — to państwo ma to wiedzieć za niego. Dlatego gmina musi być pierwszym i podstawowym punktem kontaktu obywatela z państwem. Człowiek przychodzi do gminy. Z wnioskiem, problemem, inwestycją, pytaniem. I na tym etapie jego rola się kończy. To gmina przyjmuje sprawę i bierze odpowiedzialność za jej dalszy bieg.
Gmina:
– ocenia, czy sprawa jest gminna,
– czy powinna trafić do powiatu,
– czy wymaga decyzji wojewody lub administracji rządowej,
– czy jest sprawą strategiczną.
Obywatel nie biega po urzędach. Nie zgaduje kompetencji. Nie odbija się od drzwi do drzwi.
To administracja rozsyła sprawę dalej, ale gmina pozostaje prowadzącym — jednym miejscem, w którym obywatel może zapytać: „co z moją sprawą?”. W momencie, gdy z wnioskiem jest coś nie tak, brakuje dokumentów albo urząd ma dodatkowe pytania, to nie obywatel domyśla się, co poprawić i gdzie iść dalej. Obywatel otrzymuje ZAPROSZENIE do urzędu w celu doprecyzowania sprawy. Nie wezwanie. Nie odmowę. Nie lakoniczne pismo. Jeszcze raz podkreślę - ZAPROSZENIE — żeby sprawę wspólnie uzupełnić, wyjaśnić i domknąć.
To urząd:
– wskazuje, czego brakuje,
– tłumaczy, co trzeba poprawić,
– pomaga doprowadzić sprawę do poprawnego zakończenia.
Bo rolą administracji nie jest polowanie na błędy we wniosku. Rolą administracji jest doprowadzenie sprawy do decyzji.
Podział ról w praktyce
Gmina:
– pierwsze okienko państwa,
– przyjęcie sprawy i jej kwalifikacja,
– prowadzenie spraw lokalnych,
– przekazanie spraw do powiatu lub wojewody,
– stały kontakt z obywatelem i informacja zwrotna.
Powiat:
– zadania ponadgminne,
– sprawy wymagające zaplecza specjalistycznego,
– szkoły średnie, szpitale powiatowe, transport ponadgminny,
– usługi wspólne dla kilku gmin.
Wojewoda / administracja rządowa:
– sprawy strategiczne i nadzorcze,
– bezpieczeństwo, infrastruktura, decyzje o znaczeniu państwowym,
– polityki systemowe.
Z punktu widzenia obywatela to nadal jedna ścieżka. Jedno zgłoszenie. Jedna instytucja prowadząca.
Jedna odpowiedzialność. I co najważniejsze. Każdy ze szczebli samorządu ma kontrolę nad niższym szczeblem. Czyli powiat nad gminą, wojewoda nad powiatem. A jak już wszystko zawodzi, to NIK i karanie wszystkich trzech organów za złe działanie. I to karanie dotkliwe...
Co to zmienia
Taki model:
– kończy urzędniczy ping-pong,
– skraca czas załatwiania spraw,
– przywraca odpowiedzialność,
– realnie upraszcza państwo.
Państwo przestaje wymagać od obywatela sprytu i znajomości procedur. Zaczyna działać jak system, a nie jak labirynt. I właśnie tak rozumiany samorząd — z gminą jako bramą do państwa — jest jednym z fundamentów koncepcji Centrum Odrodzenia Polski.
Silne państwo to nie takie, w którym obywatel zna wszystkie urzędy.
Silne państwo to takie, w którym obywatel zna jedno miejsce — a resztę załatwia system.
Komentarze
Prześlij komentarz