Kto w Polsce mieszka, w cyrku się nie śmieje...

Drogi Czytelniku,

żyjemy w naprawdę dziwnych czasach. Takich, gdzie człowiek powinien się śmiać, bo to wszystko zaczyna przypominać cyrk… tylko że tu nikt się już nie śmieje, bo my w tym cyrku żyjemy. Afera goni aferę, jedna przykrywa drugą, nikt niczego nie wyjaśnia do końca, nikt nie ponosi konsekwencji i to zaczyna wyglądać jak normalność, choć normalne nie jest.

I teraz spójrzmy uczciwie – to nie jest problem jednej strony. Lewica coraz bardziej się kompromituje, bo nie ma już nic wspólnego ze zwykłym człowiekiem. Zamiast ogarniać realne problemy ludzi, tworzy mechanizmy, które są dla ludzi zwyczajnie niebezpieczne – podatki, podejście do własności, kolejne regulacje. Ideologia zamiast życia. Narracja zamiast rozwiązania. Coraz bardziej widać, że chodzi tylko o władzę – zabrać tym, którzy coś robią, coś budują, coś ciągną do przodu, a potem rzucić ochłapy i sprzedać to jako „pomoc”. Dokładnie tak to dziś wygląda i nie ma co tego pudrować.

Ale żeby było uczciwie – prawica też jest skompromitowana. Podzielona jak społeczeństwo, skłócona, zajęta sobą. Zamiast stanowić alternatywę, żre się między sobą o wpływy, miejsca i dostęp do władzy. Czy na tym to polega? Nie. Po prostu wmówiono nam, że tak to ma wyglądać i wielu to łyknęło bez zastanowienia.

Popatrz sobie na poziom debaty kiedyś i teraz. Lata 90., początek 2000 – były spory, ale była jakaś granica. Dziś to wygląda jak dwóch obsranych i obeszczanych, najebanych bejów na środku ulicy, którzy napieprzają się między sobą, nie do końca wiedząc po co i dlaczego, ale robią to, bo robią. I najgorsze jest to, że ludzie zaczynają to naśladować – na ulicy, w rozmowach, w internecie. „Lewak”, „prawak”, wyzwiska, zero rozmowy.

Internet to już w ogóle bagno, bo tam wszystko uchodzi – można grozić, obrażać, wyzywać i nic za to nie ma. Coraz częściej mam wrażenie, że ludzie, którzy najgłośniej wyzywają innych, sami ze sobą mają problemy. Nie potrafią ogarnąć własnego życia, własnych trudności, więc uciekają w najprostsze – znaleźć wroga i się wyżyć.

W tym samym czasie dzieją się rzeczy dużo ważniejsze. Państwo nie daje poczucia bezpieczeństwa, skoro do ochrony granic trzeba angażować wojsko. Służba zdrowia leży – i to już nie na dnie, tylko w mule, bo brakuje ludzi, warunków i zwykłej organizacji. Podatki rosną, jedzenie drożeje, życie drożeje i każdy z nas to widzi na własnym portfelu.

Najlepsze jest to, że na te problemy polityk nie odpowie, bo jego one nie dotyczą. Jak trzeba będzie, podniosą sobie pensje, ustawią się i pójdą dalej. Tobie powiedzą, że winny jest ktoś inny. Zawsze ktoś inny.

Tu jest największy numer, jaki nam zrobiono. Wmówiono nam, że mamy przeciwników politycznych. Że Twoim wrogiem jest drugi zwykły człowiek, który myśli inaczej. Nie. Zwykły obywatel nie ma żadnych przeciwników politycznych. Ma rachunki, życie, rodzinę i problemy do ogarnięcia. Ktoś bardzo skutecznie przekierował naszą uwagę tak, żebyśmy zamiast patrzeć w górę, patrzyli na siebie nawzajem i się żarli, bo wtedy nikt nie patrzy tam, gdzie powinien.

Ten cyrk trwa dalej. Tylko że to nie jest śmieszne przedstawienie. To jest nasze życie.

Na koniec jedna, prosta rzecz, którą warto sobie wbić do głowy. Państwo nie ma się wtrącać w to, jak żyjesz. Nie ma zdzierać z Ciebie jak z chłopa pańszczyźnianego. Ma dać Ci poczucie bezpieczeństwa i ochrony, a resztą masz zająć się sam – zarobić, zbudować dom, spłodzić i wychować dzieci. I żyć. Przede wszystkim żyć, nie wegetować. Żyć po swojemu, nie oglądając się na innych, pomagając drugiemu, kiedy ten potrzebuje pomocy. Żyj i daj żyć innym. Tyle i aż tyle...

Dlatego to zdanie jest tak ważne.

Państwo ma działać, nie przekonywać.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

WOŚP - coroczna wojenka o dobry uczynek

Centrum Odrodzenia Polski - Ochrona zdrowia w Polsce... Problem wołający o pomstę do nieba.

Duda - koniec kadencji