Zmiany w PIS, zmianami na prawicy - felietonu część 2
Drogi Czytelniku....
W pierwszej części felietonu pisałem o tym, że kończy się pewien etap w relacjach Polski z Ukrainą. Dziś chciałbym spojrzeć na wydarzenie, które może okazać się równie ważne dla przyszłości naszego państwa. Tym razem nie chodzi o politykę zagraniczną, lecz o to, co dzieje się wewnątrz polskiej sceny politycznej. Bo być może właśnie jesteśmy świadkami największej przebudowy prawicy od ponad dwudziestu lat.
Czy właśnie kończy się epoka PiS?
Przez ponad dwie dekady polska prawica miała jednego, niekwestionowanego lidera.
Niezależnie od tego, czy Prawo i Sprawiedliwość znajdowało się u władzy, czy w opozycji, to właśnie wokół tej partii skupiało się niemal całe życie polityczne konserwatywnej strony sceny politycznej. Mniejsze ugrupowania powstawały i znikały. Jedni politycy odchodzili, inni wracali. Jednak jedno wydawało się niezmienne – PiS pozostawał główną siłą zdolną realnie walczyć o władzę.
Dlatego wydarzenia ostatnich tygodni trudno uznać za kolejną wewnętrzną kłótnię.
Tym razem nie odszedł pojedynczy poseł.
Nie odszedł minister.
Nie odszedł niewielki klub parlamentarny.
Z ugrupowania odszedł były premier Mateusz Morawiecki wraz z grupą kilkudziesięciu parlamentarzystów i współpracowników. Sam fakt, że polityk tej rangi zdecydował się na tak radykalny krok, pokazuje, że konflikt wewnątrz partii osiągnął poziom, którego nie da się już rozwiązać zwykłym kompromisem.
W mediach niemal natychmiast pojawiły się komentarze o końcu PiS.
Moim zdaniem są one jednak zbyt pochopne.
Historia polityki pokazuje, że duże partie bardzo rzadko kończą się z dnia na dzień.
Znacznie częściej przechodzą długotrwały proces przemiany.
Pytanie więc nie brzmi, czy PiS przetrwa.
Pytanie brzmi:
w jakiej formie przetrwa i czy nadal będzie liderem polskiej prawicy.
To nie jest zwykły rozłam
Polska polityka zna wiele spektakularnych odejść.
Były konflikty z Jarosławem Gowinem.
Były spory ze Zbigniewem Ziobrą.
Były rozstania z politykami, którzy później zakładali własne ugrupowania.
Większość z nich kończyła się podobnie.
Nowe partie po kilku latach znikały, a PiS pozostawał największą siłą po prawej stronie sceny politycznej.
Dzisiejsza sytuacja różni się jednak pod jednym względem.
Mateusz Morawiecki nie jest politykiem, który dopiero buduje swoją rozpoznawalność.
To były premier Rzeczypospolitej.
Człowiek, który przez lata był twarzą polskiej polityki gospodarczej, reprezentował Polskę na najważniejszych szczytach międzynarodowych i współtworzył rząd, który przez osiem lat sprawował władzę.
Odejście takiego polityka nie jest wyłącznie problemem personalnym.
To sygnał, że wewnątrz obozu prawicy zaczęły ścierać się różne wizje przyszłości.
I właśnie dlatego uważam, że najbliższe miesiące będą znacznie ciekawsze niż same informacje o tym, kto odszedł, a kto został.
Znacznie ważniejsze będzie pytanie, co powstanie w miejsce dotychczasowego układu.
Czy prawica rzeczywiście się rozpada?
Od kilku dni można odnieść wrażenie, że większość komentarzy sprowadza się do jednego zdania:
„Prawica się rozpadła.”
Nie jestem przekonany, czy to właściwe określenie.
Może bardziej trafne byłoby inne.
Prawica zaczęła się różnicować.
Przez lata PiS był ogromnym ugrupowaniem, w którym mieścili się politycy reprezentujący bardzo odmienne poglądy.
Obok konserwatystów światopoglądowych funkcjonowali liberałowie gospodarczy.
Obok samorządowców – politycy skupieni na bezpieczeństwie.
Obok ludzi wywodzących się z dawnego Porozumienia Centrum – osoby, które dołączyły do PiS dopiero wiele lat później.
Tak długo, jak wspólnym celem było utrzymanie jedności wobec Platformy Obywatelskiej, te różnice schodziły na dalszy plan.
Dziś zaczynają wychodzić na powierzchnię.
I być może jest to proces całkowicie naturalny.
Bo każda partia, która przez wiele lat skupia bardzo różne środowiska, wcześniej czy później dochodzi do momentu, w którym część z nich uznaje, że chce realizować własną wizję polityki.
Nie musi to oznaczać końca całego obozu.
Może oznaczać jego przebudowę.
Cztery drogi, którymi może pójść polska prawica
Na tym etapie nikt nie jest w stanie odpowiedzieć z pełnym przekonaniem, jak będzie wyglądała polska scena polityczna za rok czy dwa lata.
Można jednak spróbować przeanalizować kilka najbardziej prawdopodobnych scenariuszy.
Pierwszy z nich zakłada trwałe osłabienie całego środowiska.
Nowa partia Mateusza Morawieckiego odbiera część wyborców PiS.
Konfederacja utrzymuje własny elektorat.
Korona Grzegorza Brauna pozostaje osobnym ugrupowaniem.
Każda z tych formacji walczy przede wszystkim z pozostałymi partiami prawicowymi, zamiast koncentrować się na rywalizacji z obecnym obozem rządzącym.
Historia zna wiele takich przypadków.
Podzielona prawica często przegrywała nie dlatego, że miała mniej wyborców.
Przegrywała dlatego, że nie potrafiła zamienić poparcia społecznego na wspólne działanie.
Jeżeli właśnie taki scenariusz się zrealizuje, największym beneficjentem może okazać się obecna koalicja rządząca.
Komentarze
Prześlij komentarz